Przyjaciel czy wróg?
Wizerunek Czechów w relacjach podróżników polskich XIX wieku
Agnieszka Wilczyńska
W ciągu wieków kontakty polsko-czeskie ulegały wielu przeobrażeniom, a ich ślady widoczne były w polityce, gospodarce, kulturze i mentalności obu narodów. Tak było również w XIX wieku. Stosunki między Polakami a Czechami kształtowane były przez wiele czynników. Za jeden z najważniejszych uznać można obserwacje dokonane podczas krótkich wizyt oraz długich pobytów Polaków na ziemiach Korony Świętego Wacława i Czechów na ziemiach polskich.
Na początku XIX wieku Polaków do Królestwa Czeskiego, będącego jedną z prowincji Cesarstwa Austriackiego, ściągnęła zawierucha napoleońska – wraz z wojskami Cesarza Francuzów żołnierze z różnych zaborów i Księstwa Warszawskiego brali udział w kampaniach 1809 i 1812-1814 r. Andrzej Daleki, żołnierz dziewiątego pułku Księstwa Warszawskiego w Czechach dostał się do niewoli austriackiej, z której zbiegł i ponownie został schwytany. Był to prosty parobek, który do wojska trafił w wyniku przymusowego poboru. W przeciwieństwie do niego Klemens Kołaczkowski, późniejszy generał, był świadomym celu walki żołnierzem. W czasie wojen napoleońskich na ziemiach Korony Świętego Wacława pojawili się również politycy polscy. Wśród nich był Julian Ursyn Niemcewicz, który zawitał do Pragi w czasie jednej z wielu misji politycznych.
Po klęsce Napoleona, w czasie względnej stabilizacji zaprowadzonej przez uchwały kongresu wiedeńskiego (1815 r.), coraz więcej osób podróżowało do Czech w celu podratowania zdrowia (do słynnych uzdrowisk i kąpielisk), a także by zwiedzić Pragę, perłę regionu. Przez Czechy do stolicy Cesarstwa Austriackiego, Wiednia, udał się Walenty Chłędowski, jeden z publicystów lwowskiego czasopisma „Rozmaitości”. Swoją podróż odbył w roku 1817, a relację z niej opublikował na łamach wspomnianej gazety rok później. Ziemie Korony Świętego Wacława przyciągały ludzi hołdujących idei braterstwa obu narodów (różne odmiany słowianofilstwa). Słowianofile obserwowali proces budzenia się poczucia tożsamości narodowej Czechów, snując przy tym refleksje o przyszłej wielkości Słowian. Z kręgów lwowskich wywodził się Adam Gorczyński, wielki przyjaciel Czechów. W almanachu Stanisława Jaszowskiego „Sławianin” zamieścił wspomnienia z wyprawy na ziemie Korony Świętego Wacława, ujęte w formę listów. Ich adresatem, a być może także współautorem, był Czech mieszkający w Galicji – Karol Władysław Zap. W celach turystycznych Czechy zwiedziła Walentyna Trojanowska, warszawska guwernantka, redaktorka pisma dla młodzieży „Zorza”.
Czeskie prowincje Monarchii Habsburskiej odwiedzali także naukowcy, zwłaszcza lekarze. Jednym z nich był podróżujący po Europie wileński medyk – Juliusz Moszyński. Swoją uwagę koncentrował głównie na rozwiązaniach medycznych zastosowanych w różnych krajach, by później przeszczepić co ciekawsze na grunt litewski. Niemniej jednak w swoich wspomnieniach zawarł trafne uwagi na temat zwiedzanych terenów i ich mieszkańców.
Przełomowy rok 1848 przyciągnął do Czech, a zwłaszcza do Pragi, gdzie odbywał się Zjazd Słowiański, kolejną falę podróżników polskich – polityków, działaczy niepodległościowych, publicystów, ludzi kultury. W przeciwieństwie jednak do wspomnień polskich ochotników Wiosny Ludów na Węgrzech, gdzie charakterystyka napotkanych Madziarów jest jedną z dominujących części narracji, Polacy biorący udział w kongresie praskim bardziej zainteresowani byli polityką i przebiegiem obrad niż współuczestnikami zjazdu, mieszkańcami prowincji czeskich.
W drugiej połowie XIX wieku Czechy były głównie celem wypraw naukowych i kulturalnych. Odbywały się tutaj zjazdy przyrodników i lekarzy, kongresy literackie i wystawy światowe. Na jednym z kongresów literackich pojawił się Władysław Mickiewicz, syn Adama. Jako przedstawiciel kół emigracyjnych prowadził długie dyskusje z politykami czeskimi, trafnie oceniając ich zamiary i szanse realizacji ich planów. Również instytucje życia narodowego, takie jak Teatr, Muzeum i Biblioteka, przyciągały Polaków. Podobnie Uniwersytet Praski, na którym studiował przyszły wysoki urzędnik – Kazimierz Chłędowski. Jako jeden z niewielu podróżników przebywał na terenie Czech dłużej niż kilka dni. W 1882 r. na II Zjazd Lekarzy i Przyrodników Czeskich przyjechał Władysław Matlakowski, medyk z Warki, autor polskiego przekładu Hamleta oraz piewca Tatr. W tym samym roku Czechy zwiedził Stanisław Czarnowski, prawnik.
W drugiej połowie XIX wieku zmianie uległa perspektywa, z jakiej podróżnicy oceniali Czechów – był to czas, kiedy romantyzm powoli ustępował miejsca pozytywizmowi i chłodnemu osądowi. Mimo to zainteresowanie sąsiednią krainą było wciąż silne. Dzięki temu w pamiętnikach polskich doskonale ukazane zostały wszystkie fazy odrodzenia narodowego Czechów, od początkowej walki o język, po ostateczne zwycięstwo.
W obrębie Korony Świętego Wacława należy wyróżnić trzy podstawowe krainy, charakteryzujące się dużą odrębnością. Czechy właściwe były najczęściej odwiedzane przez podróżników polskich, ponieważ tutaj znajdowała się historyczna stolica Czech, Praga. Nieco mniejszym zainteresowaniem cieszyły się Morawy. Mimo to wizyty Polaków w tej krainie były częste z racji tego, iż leżała ona na trasie z Krakowa do Pragi i dalej do Wiednia. Najmniej uwagi podróżnicy poświęcali Śląskowi Austriackiemu. W związku z tym opisywana przez nich ludność to głównie Czesi i Morawianie. Tylko jeden podróżnik – Walenty Chłędowski – scharakteryzował mieszkańców Śląska, w dodatku negatywnie i karykaturalnie, pisząc, że tutejsze kobiety to grubopłaskie dziewki1.
W tym miejscu należy zauważyć pewną prawidłowość. Obraz Czechów i Morawian wyłaniający się z relacji podróżników polskich znacznie odbiegał od wizerunku zawartego w pamiętnikach Polaków mieszkających w Galicji. Ta ambiwalencja wynikała z różnych płaszczyzn, na jakich zawiązywały się kontakty między obu narodami. W Galicji Czesi byli elementem napływowym, słowiańskim, a jednak mocno zgermanizowanym. Najczęściej sprowadzały ich na ziemie zaboru austriackiego pełnione funkcje urzędnicze. Spośród Galicjan natomiast rekrutowali się spiskowcy i działacze konspiracyjni. Czesi – jako urzędnicy cesarscy – byli lojalistami, często aż zbyt posłusznymi rozkazom dworu wiedeńskiego. Ze względu na odmienność historii i tradycji nie rozumieli dążeń niepodległościowych Polaków i ukracali je na każdym kroku. Mimo że wśród czeskich urzędników w Galicji zdarzały się jednostki sprzyjające Polakom i chwalone przez nich, ogólny wizerunek Czechów w pamiętnikach Galicjan jest negatywny. Przedstawiani byli bowiem jako ludzie wyzbyci zrozumienia dla sprawy polskiej, służalczy i bezgranicznie lojalni wobec Wiednia, złośliwi i ostro tępiący jakiekolwiek przejawy polskości.
Inaczej wyglądał obraz zaprezentowany w relacjach podróżników, którzy poznali Czechów w ich naturalnych warunkach egzystencji. Wśród wędrowców znajdowali się mieszkańcy wszystkich zaborów, nie tylko austriackiego. W związku z tym większość relacji nie była obciążona ideowo, obraz Czecha-urzędnika nie był w nich widoczny. Podróżnicy notowali swoje spostrzeżenia, które wynikały z dwóch czynników – pobieżnej obserwacji (niewielu wędrowców przebywało w Czechach dłużej) i zbioru informacji posiadanych przez nich jeszcze przed podjęciem wyprawy (zasłyszane wiadomości, lektura książek i czasopism, wiedza ogólna). Obraz przedstawiany przez Polaków, którzy zwiedzali ziemie Korony Świętego Wacława, był zatem najczęściej pozytywny. O ile więc większość wad przypisywanych Czechom wywodziła się z doświadczeń galicyjskich, o tyle zalety „przywiezione” zostały przez podróżników, którzy spotkali Czechów we właściwym dla nich środowisku.
W trzech relacjach podróżników polskich przedstawione zostały wygląd i ubiór ludności Moraw. Wszystkie te przekazy pochodzą z pierwszej połowy XIX wieku – z końca lat dwudziestych (Walenty Chłędowski), trzydziestych (Juliusz Moszyński) oraz z początku lat czterdziestych (Walentyna Trojanowska). Moszyński jako jedyny opisał strój mężczyzn, zaobserwowany podczas jarmarku w Ołomuńcu. Okoliczna młodzież przybyła na jarmark konno w charakterystycznym ubiorze – zielonych kurtkach, czerwonych spodniach i kapeluszach owiniętych wstążkami. Młodzieńcy morawscy sprawili na podróżniku bardzo dobre wrażenie, przypominając mu czasy rycerskie2 . Zupełnie inne odczucia wzbudziły w Moszyńskim stroje kobiet. Stwierdził nawet, że piękne twarze niewiast – które mógł zaobserwować, gdy kobiety zeszły się w większą grupę – były przyćmione dziwacznym ubiorem. Morawianki nosiły krótkie spódnice (każda w innym kolorze), czerwone marszczone pończochy, które sięgały zaledwie kostek, oraz krótkie kaftaniki. Relacja Moszyńskiego jest bardzo zbliżona do przekazu Walentego Chłędowskiego, zwłaszcza pod względem ogólnego, negatywnego wrażenia, jakie zrobiły na podróżnikach kreacje damskie. Walentyna Trojanowska dodała do tego obrazu charakterystykę nakrycia głowy, mianowicie szerokiej chusty, tworzącej wokół twarzy konstrukcję na kształt wachlarza.
Podróżnicy polscy postrzegali Morawian jako sympatyczniejszych i bardziej życzliwych od Czechów. Zauważyli to już uczestnicy wojen napoleońskich. Chociaż ludność Moraw należała do wrogiego obozu, żołnierze polscy chwalili jej postępowanie. Andrzej Daleki, żołnierz przebywający w niewoli austriackiej, w Czechach właściwych nie zaznał gościnności ani życzliwości. Dopiero na Morawach poznał uprzejmość miejscowej ludności, mieszkańcy tej krainy bowiem przygarnęli głodnych żołnierzy i nakarmili ich podczas święta patronki gospodyni. Po tym incydencie Daleki przypisał Morawianom serdeczność i poczciwość, chociaż zaznaczył, że również wśród nich zdarzali się ludzie źli3.
Inny uczestnik wojen napoleońskich, Klemens Kołaczkowski, z nieukrywanym zażenowaniem ukazał główną według niego różnicę między chłopami galicyjskimi a morawskimi. O ile ci pierwsi byli dla niego przykładem pijaństwa, lenistwa i nierządu, o tyle Morawianie byli gościnni, porządnie odziani, bogobojni, moralni4 . Kołaczkowski zastanawiał się, skąd wzięła się tak wielka różnica, zwłaszcza że i jedni, i drudzy byli przedstawicielami Słowian.
Być może tak pozytywny wizerunek Morawian w czasie wojen napoleońskich wynikał z położenia Moraw – daleko od Pragi i centrum Królestwa Czeskiego. Nie interesowali się oni tak bardzo polityką i nawet więźniów austriackich, będących przecież przedstawicielami wrogiej armii, traktowali życzliwie, jak ludzi, a nie jak nieprzyjaciół. Poza tym Morawianie, ze względu na bliskość ziem polskich, mogli lepiej znać Polaków niż mieszkańcy Czech właściwych. W dodatku tutejsi chłopi mogli stanowić wzór dla ludności galicyjskiej.
Odczucia Polaków, którzy zjawili się na Morawach w bardziej pokojowych okolicznościach, nie różniły się zbytnio od wrażeń żołnierzy napoleońskich. Jedną z cech, którą zauważyła większość przejeżdżających przez tę krainę, była pracowitość mieszkańców. Wnioskowano o niej nie tylko na podstawie bezpośredniej obserwacji ludności, ale także poprzez wygląd tutejszych pól, gospodarstw i osad. Jedną z charakterystycznych relacji pozostawił Walenty Chłędowski: domki wszystkie murowane, z kominami, i ładnie zabudowane. Osobno stajnie, szopy, piwnice – do każdego domku osobna murowana brama, a przy niej podobnaż furtka; wiele domów ma piętro, a po ścianie pnie się winna latorośl z obfitemi gronami. Każdy chłop ma zapasy drewna, stosami ułożonego, których w kilku latach nie wypotrzebuje. Zabudowania do powszechnego przeznaczone użytku, jak to: kościoły, szkółki i t.p. stoją osobno, gustownie i nie małym wystawione kosztem5 . Porządek i czystość obejścia, a także obfite zbiory doskonale świadczyły o pracowitości mieszkańców. Bezpośrednio cechę tę opisał Stanisław Czarnowski, który wędrując przez Morawy jesienią, obserwował tutejszą ludność podczas prac polowych. Mężczyźni zajmowali się cięższymi pracami, a kobiety z dziećmi kopały ziemniaki i buraki6.
Inną cechą przypisywaną Morawianom była religijność. Wspomnieli o niej Walentyna Trojanowska i Klemens Kołaczkowski. W swojej korespondencji, zamieszczonej w czasopiśmie dla młodzieży „Zorza”, Trojanowska zawarła informację, że Morawianie odznaczali się wielką pobożnością. Według warszawskiej publicystki o fakcie tym świadczyła duża ilość obiektów kultu: kościoły i pomniki religijne w każdym miasteczku, a nawet w każdej wiosce, śród pola kaplice, na drzewach obrazy świętych, a na wielu domostwach wyobrażenia z historyi świętej7. Klemens Kołaczkowski zadowolił się natomiast lakonicznym stwierdzeniem o bogobojności i moralności mieszkańców Śląska Austriackiego i Moraw, nie wdając się jednak w głębsze analizy.
Nieco inny, choć w niektórych punktach styczny z obrazem Morawian, był wizerunek Czechów. Różnili się oni nie tylko charakterem, ale i wyglądem. Strój czeski opisał Walenty Chłędowski. Kobiety w czasie świąt nosiły gorsety manszestrowe lub materjalne w kwiaty w różnych kolorach, złotem i srebrem suto wyszywane, które w przeciwieństwie do gorsetów polskich nie schodziły się z przodu, ale posiadały osobną połę materiału, która idzie poza sznurki, jak pancerz trójkątny8. Na co dzień Czeszki owijają się (…) w krótkie szaliki, podobne kilimkom w jasnych kolorach tkanym9 . Reszta stroju podobna była do morawskiego, a więc składała się z czerwonych pończoch i kolorowych (najczęściej zielonych) spódnic. Żaden z pamiętnikarzy nie wspomniał o stroju męskim, jedynie Władysław Matlakowski stwierdził, że ubierali się oni schludnie i nie mieli w swoim ubiorze nic charakterystycznego10.
Jedną z najczęściej wymienianych przez polskich podróżników cech południowych sąsiadów była uprzejmość. Opinie tych, którzy poznali Czechów we właściwym im środowisku, znacznie różniły się w tym względzie z sądami Polaków z Galicji, mających styczność z urzędnikami czeskimi. Galicjanie bowiem zarzucali im lekceważący stosunek, ciemiężenie i wyśmiewanie polskości, natomiast Polacy wędrujący po ziemiach Korony Świętego Wacława zazwyczaj pozytywnie wyrażali się o uprzejmości tutejszej ludności. Wyjątkiem może być Andrzej Daleki, który uciekł z niewoli austriackiej i ukrywał się w Pradze. Jeden z napotkanych Czechów, wzięty zresztą przez Dalekiego za Niemczyka, który trochę kiepsko mówił po polsku, wydał go Austriakom11 .W innym miejscu żołnierz dziewiątego pułku Księstwa Warszawskiego przytoczył drwiny Czechów ze Śląska Cieszyńskiego po klęsce Napoleona w Rosji: No, głupie Polaki, gdzie teraz macie waszego boga?12
O uprzejmości Czechów pisał Juliusz Moszyński. Według niego wśród południowych sąsiadów nie było zwyczaju za najmniejszą posługę lub pomoc upominać się nagrody13 . Cechę tę Moszyński wiązał z gościnnością i pobożnością, które to miały być charakterystyczne dla „starożytnych” Słowian. Jednocześnie właściwości te były zlepkiem stereotypów związanych z obyczajowością staropolską. Uprzejmość czeska urzekła Stanisława Czarnowskiego. Podczas podróży koleją z Krakowa do Pragi, a następnie z Pragi do Wiednia, spotykał się on z niezwykłą uczynnością i grzecznością miejscowej ludności, co znacznie ułatwiało i umilało wojaże. Do zestawu zalet Czechów dodał jeszcze naturalną łagodność, która mile chwyta za serce14.
Czechów charakteryzowało wysokie poczucie godności. Zauważył to Władysław Matlakowski w jednej z gospód w Zbraslaviu, gdzie – w przeciwieństwie do podobnych miejsc w Królestwie Polskim – zamiast hulaszczych, zanadto swobodnych osobistości, szczęku kufli, tłustych żartów, podpitych twarzy i innych oznak szerokiej natury, uniemożebniających uczęszczanie ogródków ludziom przywykłym do szlachetniejszego otoczenia, spotkał wesołą, z godnością zachowującą się publikę15. Co prawda ludziom tym daleko było do wykwintności paryskich salonów, ale mazowiecki lekarz czuł się wśród niech dużo lepiej niż w niektórych miejscach w Warszawie. Polakowi przypadł do gustu pewien rodzaj swobodnej prostoty, cechującej mieszczan czeskich, którzy mimo zwykłego ubioru, z papierosem i kuflem piwa, emanowali godnością. Obserwacje Matlakowskiego współgrały z charakterystyką Czechów autorstwa Władysława Mickiewicza. Syn wieszcza zauważył, że podczas koncertu na jednej z wysp na Wełtawie, kobiety w pięknych wieczorowych sukniach kazały podać sobie kiełbaski z kapustą i piwo. Ten brak wykwintności przy jednoczesnej aurze godności Mickiewicz przypisał wpływom niemieckim, bowiem nie mieszka się bezkarnie w bliskiem sąsiedztwie licznych Niemców16.
Do zalet czeskich należały gospodarność i pracowitość, o których świadczył już sam wygląd miasteczek i wsi. Podróżnicy polscy chwalili czystość i porządek panujący w osadach kraju świętego Wacława. Według Walentego Chłędowskiego gospodarność czeska znacznie przewyższała polską, gdyż Czesi potrafili uzyskać plon nawet z bardzo słabej ziemi, na której nasz chłop (…) wymarłby z głodu17. Podobnego zdania był bratanek Chłędowskiego, Kazimierz. Podczas wizyty w krajach Korony Świętego Wacława gościł on w majątku Kratochwilów, zaproszony na polowanie. Chociaż dom gospodarzy był prosty, bez żadnych ozdób, a nawet bez ogrodu, obejście, stajnie i budynki gospodarskie zachwycały porządkiem i czystością18. Zamożność Kratochwilów była godna pozazdroszczenia, jednak duża jej część wynikała z ich pracowitości. Chociaż niekiedy zarzucano Czechom, że ich gospodarność była wynikiem wpływu kultury i obyczajowości niemieckiej, Polacy zazdrościli im tego zamiłowania do porządku.
Większość Polaków podróżujących po ziemiach Korony Świętego Wacława zauważyła wielką pobożność Czechów. W przeciwieństwie do opisu religijności Morawian, charakterystyka tej cechy u Czechów zajmuje w pamiętnikach polskich nieco więcej miejsca, głównie za sprawą Juliusza Moszyńskiego, który dosyć szczegółową ją opisał.
Wielu pamiętnikarzy chwaliło pobożność południowych sąsiadów, jednak znaleźli się i tacy, dla których była ona niemal bałwochwalcza. Do tych ostatnich należał Julian Ursyn Niemcewicz, który przebywając w katedrze świętego Wita, doszedł do wniosku, że stosunek Czechów do świętego Jana Nepomucena sięgał właśnie granic bałwochwalstwa i dewocji19. Warto przy tym zauważyć, że większość podróżników wiązała religijność Czechów ze świętym Janem Nepomucenem. Był on dla nich tak ważny, że znaczna część narodu czeskiego uważa w nim ochronę swoję, a coroczna uroczystość św. Jana ściąga w to miejsce [tj. do grobu w praskiej katedrze] mnóstwo ludu ze wszystkich obwodów Czech i Morawii, a nawet z Węgier i Śląska, gromadami do grobu św. Jana pielgrzymującego20.
Pobożność Czechów miała charakter uzewnętrzniony, niekiedy wręcz pokazowy. Drażniło to Niemcewicza, ale na pozostałych podróżnikach zrobiło pozytywne wrażenie. Juliusz Moszyński stwierdził, że pobożność Czechów jawnie okazująca się w ich obrzędach uroczystych, niemniej jest wielka w sprawach prywatnych21. Polak wyliczył, że w czasie jego podróży, a więc pod koniec lat trzydziestych XIX wieku, w Pradze znajdowało się 55 kościołów i kaplic, chociaż dawniej było ich 117 (liczba ta uległa zmniejszeniu wskutek reform kościelnych cesarza Józefa II). Tak duża liczba świątyń, jak również fakt, iż na przodzie domów miejskich najczęściej [znajdują się] obrazy Świętych, a po ulicach ich postacie kamienne, miały przemawiać za religijnością Czechów22.
O tym, że pobożność Czechów miała charakter nie tylko pokazowy, świadczy inny ustęp z relacji Moszyńskiego. Będąc na mszy w jednym z kościołów zauważył on, że młodzież uczestniczyła w nabożeństwie całą sobą, nie do pomyślenia było, żeby zepsuty młodzieniec zaglądał natrętnie w oczy kobietom, a niewiasty robiły piękne oczka i modne grymasy, aby wzrok młodzieży do siebie przyciągnąć23. Podczas wieczornego spaceru po Pradze Moszyński zaobserwował jeszcze jeden ciekawy szczegół. Spotkał mianowicie tłum klęczących i modlących się prażan. Uroczystość ta miała swojego przewodnika, starca, który modlił się głośno w języku czeskim. Klęczący tłum powtarzał jego słowa, śpiewając. Moszyński twierdził, że podobne sceny zaobserwował również w innych częściach Pragi.
Śpiew towarzyszył Czechom nie tylko podczas uroczystości religijnych. Walentyna Trojanowska zapisała, że w każdym domu znaleźć można było fortepian, skrzypce i wcale niezłych wirtuozów24. Uwagi warszawskiej guwernantki potwierdził Kazimierz Chłędowski. Podczas studiów w stolicy Czech pamiętnikarz brał udział w licznych zebraniach młodzieży, podczas których nie mogło obejść się bez muzyki, ale w tak muzykalnym mieście jak Praga inaczej być nie mogło25. Również Władysław Matlakowski przekonał się o muzykalności południowych sąsiadów. Podczas wizyty w Zbraslaviu, podróżnika i jego towarzyszy ze zjazdu lekarzy i przyrodników powitali okoliczni mieszkańcy, którzy utworzyli natychmiast koło i zaśpiewali jeden hymn narodowy po drugim26. Pamiętnikarze polscy chwalili niezwykłą harmonię cechującą czeskie chóry męskie oraz szczególną powagę i melodyjność śpiewów.
Wśród wad, które zarzucali Czechom podróżnicy z ziem polskich, na pierwszy plan wysunęły się dwie – ogromny lojalizm wobec rządu wiedeńskiego oraz lekceważący stosunek do innych narodów. Pierwsza z tych cech widoczna była m.in. podczas wojen napoleońskich. Jednym z jej przejawów były kpiny z żołnierzy polskich po klęsce Napoleona w Rosji, innym zaś niechęć i oburzenie, że po wydaniu wyroku przez sąd wojskowy polski dowódzca prawo śmierci śmie wykonywać w państwie cesarskiem27.
O lekceważącym stosunku Czechów do przedstawicieli innych narodowości pisali Kazimierz Chłędowski oraz Władysław Mickiewicz. Pierwszy z nich twierdził, że studenci morawscy byli sympatyczniejsi od czeskich, bardziej otwarci i szczerzy, gdy tymczasem Czechów charakteryzowała pewna szorstkość w obejściu oraz lekceważenie kolegów. Mickiewicz natomiast, po długich dyskusjach z politykami czeskimi, m.in. z Franciszkiem Palackym i Franciszkiem Riegerem, doszedł do wniosku, że pragmatyzm Czechów połączony jest z ich naiwnością i wzgardą wobec innych nacji. Rieger snuł plany połączenia Królestwa Czeskiego z Cesarstwem Austriackim bądź Rosyjskim, a następnie podbicie ich od środka, „zczechizowanie”. Mickiewicz zarzucił mu, że po tylu latach przebywania pod dominacją germańską, Czesi przejęli od Niemców nie tylko karność i solidność, ale też coś z niemieckiej ociężałości ducha i ciała28. Syn wieszcza zdawał sobie sprawę, z czego wynikał taki stosunek Czechów do innych narodów. Niebezpieczne położenie w obrębie Cesarstwa Austriackiego i coraz dalej postępująca germanizacja sprawiały, że Czesi nie mieli skrupułów przy wyborze swojego „zbawcy”. Jedną z ofiar czeskiego egoizmu miała stać się Polska, złożona na ołtarzu caratu. Polacy przeszkadzali południowym sąsiadom w realizacji idei panslawizmu.
Mimo wymienionych wad, zarówno Czesi, jak i Morawianie przedstawieni zostali w relacjach podróżników polskich z dużą dozą sympatii. Zupełnie inaczej niż w pamiętnikach mieszkańców Galicji. W związku z tym istniał pewien dualizm w wizerunku Czechów w społeczeństwie polskim. O ile jednak negatywny obraz funkcjonował w zasadzie tylko na terenie Galicji, o tyle pozytywny – na terenie pozostałych zaborów. Ponadto rozwijająca się w XIX wieku idea braterstwa wszystkich Słowian nieco poprawiała pejoratywne stereotypy krążące w zaborze austriackim.
O próbę ogólnego scharakteryzowania narodu czeskiego pokusił się (jako jedyny) Władysław Matlakowski. Według niego był to lud demokratyczny, oświecony, myślący, świadomy celu, męski i zahartowany w boju29.
Polscy podróżnicy darzyli sympatią Czechów i Morawian z wielu powodów. Jednym z nich była wspólna historia i tradycja. Walentyna Trojanowska szczerze stwierdziła, że lubi Czechy, czy pobratymcze, czy hołdownicze, czy nawet obojętniejsze dzisiejsze, bo one nam wielkie dały bogactwo, one nam wiarę dały30. Według warszawianki Polacy mieli wielki dług wobec Czechów, zaciągnięty przed wiekami. Innym powodem sympatii była pracowitość południowych sąsiadów. Dzięki niej stanowić mogli wzór dla chłopów ze wszystkich zaborów, nie tylko z terenów najbliższej Galicji. Czynnikiem, który miał niebagatelny wpływ na tak dobre wrażenie Polaków wędrujących po ziemiach Korony Świętego Wacława, był niewątpliwie zrozumiały język i wynikająca z tego możliwość bezproblemowego dogadania się z miejscową ludnością (problem języka jest doskonale widoczny zwłaszcza w przypadku podróży polskich na Węgry). Jak widać, w przeciwieństwie do negatywnego obrazu Czechów spotykanych w Galicji, pozytywne wyobrażenia o nich były niejako „przywiezione” przez Polaków podróżujących po północnych prowincjach Cesarstwa Austriackiego.
- Listy z podróży przez Czechy do Wiednia, we wrześniu i październiku r. z. pisane, „Rozmaitości” 12 (1828), nr 16, s. 132
- J. Moszyński, Podróż do Prus, Saksonii i Czech odbyta w roku 1838-1839 przez Juliusza Moszyńskiego, t. 2, Wilno 1844, s. 159
- [A. Daleki], Podróż do Prus, Saksonii i Czech odbyta w roku 1838-1839 przez Juliusza Moszyńskiego Wspomnienia mojego ojca, żołnierza dziewiątego pułku Księstwa Warszawskiego. Według ustnego opowiadania spisane przez ks. J. Dalekiego, Chicago 1900, s. 142.
- Wspomnienia jenerała Klemensa Kołaczkowskiego księga II od roku 1813 do 1820, Kraków 1899, s. 10-11.
- Listy z podróży przez Czechy., s. 137-138.
- S. Czarnowski, Szkice z wędrówki po ziemiach słowiańskich Stanisława Czarnowskiego magistra prawa i administracyi, Kraków 1884, s. 11.
- W. T., Listy z podróży, „Zorza” 1843, t. 2, s. 97.
- Listy z podróży przez Czechy, s. 145.
- Tamże.
- W. Matlakowski, Wspomnienia z życia przeszłego i teraźniejszego (1850-1895), przyg. przedm. i koment. J. Kapiścik, Wrocław 1991, s. 342.
- [A. Daleki] Wspomnienia mojego ojca, s. 134.
- Tamże, s. 142.
- J. Moszyński, Podróż do Prus, Saksonii i Czech, s. 155.
- S. Czarnowski, Szkice z wędrówki, s. 13.
- W. Matlakowski, Wspomnienia, s. 343.
- W. Mickiewicz, Pamiętniki, t. 2, Warszawa 1927, s. 328.
- Listy z podróży przez Czechy, s. 145.
- K. Chłędowski,Pamiętniki, oprac. A. Knot, t. 1, Wrocław 1951, s. 116.
- J. U. Niemcewicz, Pamiętniki Juljana Ursyna Niemcewicza 1809-1820 po raz pierwszy z autografów wydane, t. 2, Poznań 1871, s. 42.
- A. G. i K. W. Z., Wyimki z podróży po Czechach. W listach do przyjaciela, „Sławianin” 1839, t. 2, s. 47.
- J. Moszyński, Podróż do Prus, Saksonii i Czech, s. 150.
- Tamże, s. 153.
- Tamże, s. 155.
- W. T., Listy z podróży, s. 208.
- K. Chłędowski, Pamiętniki, s. 117.
- W. Matlakowski, Wspomnienia, s. 344.
- Wspomnienia jenerała, s. 12.
- W. Mickiewicz,Pamiętniki, s. 329.
- W. Matlakowski,Wspomnienia, s. 338-339.
- W. T.,Listy z podróży, s. 203-204.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|


